piątek, 29 sierpnia 2014

Mój pierwszy VIDEO TUTORIAL




Witajcie,
jeśli śledzicie mój Fanpage to już go widziałyście - jeśli nie to zapraszam do zapoznania się z moją propozycją uniwersalnego makijażu dziennego i wieczorowego.

Już rok temu nagrałam swój pierwszy tutorial, jednak na sam koniec padła mi bateria w aparacie i niestety cały filmik szlak trafił i poirytowana dałam sobie spokój. Na początku tych wakacji postawiłam przed sobą cel nagrania swojego pierwszego tutorialu w ciągu tych trzech miesięcy. Już prawie wrzesień więc czas najwyższy wywiązać się z postawionej sobie obietnicy. I tak oto powstał ten filmik :-) Mam narazie wiele problemów i wszystko zajmuje mi strasznie dużo czasu jednak pierwsze koty za płoty i liczę, że będzie już tylko łatwiej. Muszę jeszcze popracować nad doborem odpowiedniego oświetlnia, zainwestować w jakiś porządny program do montażu oraz mikrofon, ponieważ na tą chwilę kiepsko mnie i słychać i widać :-) Po zrzucenia filmików na komputer zauważyłam też, że nie zmieniłam ustawień w aparacie i obraz nie został wysotrzony. To tyle jeśli chodzi o stronę techniczną. Kosmetyki, których użyłam to:



Twarz:
- Podkład CATRICE All Matt Plus Light Beige
- Kamuflaż CATRICE Camouflage Cream Ivory
- Puder Transparentny KRYOLAN TL9
- Róż PAESE Blush with Organ Oil 42
- Mgła Pudrowa Brązująca PAESE Złoty Beż
- Rozświetlacz sypki INGLOT 02

Oczy i brwi:
- Cienie INGLOT: 142, 355, 562, 563, 569
- Czarny matowy cień z paletki Sleek Au Naturel
- Czarna Konturówka INGLOT
- Tusz do rzęs Bourjois Beauty Full Volume

Usta:
- Pomadka INGLOT 44.

Zapraszam do oglądania!
Mój FANPAGE:

piątek, 8 sierpnia 2014

Makijaż paletką Naked 2 Urban Decay dla zielonookich



Witajcie,
dziś mam dla Was przykładowy makijaż, który możecie wykonać paletką Naked 2 Urban Decay, której jestem szczęśliwą posiadaczką od ponad miesiąca. Paletka to w większości cienie połyskujące i tylko 3 matowe, dlatego wykończenie takie świetnie sprawdzi się na wyjście np na wesele. Napisałam, że jest to makijaż dla zielonookich, ponieważ zawsze bardzo podobały mi się szare cienie do zielonej tęczówki, jednak tak naprawdę kolory te są tak uniwersalne, że pasować będą większości z Was.


Ja do wykonania tego makijażu użyłam 6 kolorów:
1 - Foxy
2 - BootyCall
3 - Tease
4 - Pistol
5 - Verve
6 - Blackout

Krok 1:
Na twarz nakładamy podkład, korektor, całość matujemy pudrem.


Krok 2:
Na wenętrzny kącik nakładamy jasny beżowy cień, na załamanie i dolną powiekę matowy brąz. Całość rozcieramy i modelujemy.


Krok 3: 
Czarny cień nakładamy w zewnętrznym kąciku i w załamaniu oraz odrobinkę na dolną powiekę, cieniujemy.


Krok 4:
Mokrym pędzelkiem rysujemy kreski używając do tego czarnego matu.


Krok 5:
Górną powiekę ruchomą pokrywamy iskrzącym cieniem Pistol, natomiast dolną nieco cieplejszym - Verve. Wewnętrzny kącik rozświetlamy przy pomocy BootyCall. Łuki brwiowe podkreślamy matowy beżem (Foxy).


Krok 6:
Tuszujemy rzęsy, podkreślamy brwi ulubionym produktem.


Gotowe! Lubicie takie makijaże? Większość z Was pewnie tak jak i ja woli matowe, jednak moim zdaniem tego typu makijaże świetnie sprawdzają się na imprezach i goszczenie na weselach :-) Całą twarz wystarczy dopełnić bronzerem, rozświetlaczem i ulubioną pomadką - przy tak jednobarwnych powiekach bez problemu możecie zaszaleć z intensywnym kolorem na ustach, lub wręcz przeciwnie postawić na delikatność, ja wybrałam mój ulubiony - delikatny róż :-)



Zapraszam na FANPAGE!


wtorek, 29 lipca 2014

Kosmetyki MARION - wakacyjna recenzja zbiorcza


Witajcie,
ostatnie dni nie sprzyjają mi w pisaniu, sprzyjają za to czytaniu, pochłaniam jedną książkę za drugą i moje myśli cały czas zajęte są losami bohaterek książek Emily Giffin. Dwa tygodnie temu dostałam paczuszkę od firmy Marion i od tego czasu intensywnie testuję ich kosmetyki. Jak wszystkie wiemy jest to dość popularna firma i pewnie każda z Was nie raz natknęła się na ich produkty w drogeriach. Trzeba przyznać, że kosmetyki Marion są zarówno ogólnodostępne, jak i dość tanie.


Produkt, który odrazu podbił moje serce to "Jedwab w Sprayu" z serii Hydro Silk, mający za zadanie nadać naszym włosom ultra nawilżenie i jedwabisty połysk bez spłukiwania. Teraz, kiedy moje włosy są dość mocno wypłowiałe i rozjaśnione od słońca, połysk, które nadaje produkt sprawdza się po prostu idealnie. To co podoba mi się w tym produkcie bardziej od tradycyjnych kosmetyków do włosów na bazie jedwabiu to to, że absolutnie nie obciąża włosów, podczas gdy z jedwabiem w płynie bardzo łatwo przesadzić, czego nie da się tak po prostu wyczesać, bo efekt jest jeszcze gorszy i jedyny ratunek to ponowne mycie włosów.
Cena: 7,50zł / 130ml.
Czy kupię ponownie? Tak!


Kolejny produkt to Bibułki matujące MAT EXPRESS mająca za zadanie usunąć z naszej twarze niechciany połysk nie niszcząc przy tym naszego makijażu. Bibułki matujące to coś czego używam często i mam porównanie z innymi droższymi firmami, jednak produkt Marion w niczym nie odbiega od ich jakości, a cena to jedynie 12zł za 100szt! Taniej nigdzie nie widziałam. Dodatkowym plusem, czego nie zauważyłam w żadnych innych bibułkach jest malutkich klejący plasterek ułatwiający wyciąganie pojedynczych sztuk z pudełka, fajne rozwiązanie :-) Polecam!
Czy kupię ponownie? Tak.



Kolejny produkt, który znalazł się na drugim miejscu zaraz po Jedwabiu w sprayu to Hydrożelowe Płatki pod oczy z Kolagenem, Kwasem Hialuronowym i Ekstraktem z ogórka. Ten produkt ma za zadanie wygładzić, nawilżyć i rozjaśnić skórę wokół oczu. Do tej pory nie natrafiłam na żadną maseczkę dedykowaną pod oczy, która tak ładnie spłycałaby zmarszczki mimiczne pod i wokół oczu. Dodatkowo ich rozmiar jest spory na tyle by zakryć nie tylko cienie pod oczami ale zarówno nakryć niewielki obszar na skroniach na których najczęściej pojawiają się pajączki. Polecam ten produkt nie tylko kobietom o cerze dojrzałej, lecz również młodszym dziewczynom w celu profilaktyki, zwłaszcza jeśli tak jak ja lubicie codziennie nosić na sobie makijaż. Płatki zupełnie przywierają i dopasowują się do rzeźby twarzy, powodują delikatnie chłodzenie i orzeźwienie, niczym po kompresie z świeżych ogórków.
Cena: 3,50zł / szt.
Czy kupię ponownie? Już to zrobiłam ;-)



Chusteczka samoopolająca z ekstraktem z orzecha włoskiego to coś na co sama nigdy bym się nie zdecydowała. Tymbardziej teraz, kiedy jak na siebie jestem dość opalona, aczkolwiek mój problem polega na tym, że przy mojej karnacji bardzo ciężko mi się opalić, a jeśli już do tego dojdzie to baardzo szybko ta opalenizna schodzi. Spodziewałam się, że chusteczka będzie nasączona brązowym, ociekającym płynem, lecz ku mojemu zaskoczenie chusteczka przypomina taką zwyczajną, nawilżającą. wydawało mi się, że efekt nie jest jakiś zatrważający, jednak osoby, które mnie później widziały uświadomiły mi, że moja buzia i szyja są dość mocno opalone, a wszyscy wiedzą, że jestem fanką kremów z filtrem do twarzy ;-) I co również mnie zdziwiło - faktycznie NIE POZOSTAWIA SMUG. Oczywiście jeśli nie pokryjemy jakiegoś skrawka twarzy płynem, ciężko, żeby miejsce to zostało przyciemnione, nie jest to jednak bardzo widoczna różnica i właściwie chyba tylko ja byłam jej świadoma.
Cena: 1,70zł /szt.!!!
Czy kupię ponownie? Narazie nie potrzebuję, ale chyba warto mieć kilka sztuk w domowej kosmetyczce na awaryjne wyjście... ;-)


Ostatni z kosmetyków, który dostałam to saszetka Kuracji Proteinowej Repair Complex do włosów zniszczonych i przesuszonych. Cóż, moje włosy przesuszone to raczej nie są, ale może faktycznie przydałoby się wybrać już na podcięcie końcówek. Do produktu dostajemy w zestawie czepek, co jest dużym plusem, jesli jeszcze nie macie takiego w domu. KAŻDA kuracja zadziała lepiej, jeśli maseczkę zostawimy na włosach pod czepkiem i ręcznikiem. Poza tym bardzo podoba mi się, że przy takim zamknięciu naprawdę jesteśmy w stanie rozłożyć maseczkę na kilka kuracji, a nie tak jak to często jest na innych saszetkach, gdzie producent zapewnia, że opakowanie starczy na kilka zabiegów, przy czym nie ma jak go zamknąć i cały czaś ma kontakt z powietrzem ;-) W tym przypadku produktu powinno wystarczyć nam na 2/3 aplikacje - hmm, jeśli mamy króciutkie włosy to pewnie tak, przy mojej długości wystarczyło na ok. półtorej.
Pomimo to włosy były widocznie nawilżone i łatwiejsze do rozczesania. Miałam również wrażenie, że są jakby delikatnie jaśniejsze niż zwykle...
Cena: 3zł/20ml.
Czy kupię ponownie? Być może kiedyś sprawdzę innę kuracje z tej serii...

A jak to wygląda u Was? Znacie, używacie produktów marki Marion? Ja zawsze lubiłam ich produkty, a dzięki tej paczuszce jedynie utwierdziłam się w swojej opinii na ich temat i mam zamiar kontynuować testowanie kosmetyków, których zwykłam nie kupowałam, po tych wszystkich pozytywnych niespodziankach :-)

piątek, 18 lipca 2014

Odżywki do włosów na lato: JOHN FRIEDA kontra MARC ANTHONY


Hej,
jeśli tak jak ja lubicie szwędać się bez konkretnego celu po drogeriach i oglądać kosmetyki na pewno trafiłyście kiedyś w Rossmannie na wysokie, smukłe odżywki do włosów marki John Frieda lub Marc Anthony. Nie wiedząc czemu nigdy nie sięgałam po marki kompletnie mi nieznane i raczej trzymałam się tego co bardzo popularne, jednak na to lato postanowiłam spróbować czegoś nowego. Jak wszystkie wiemy włosy w lato potrafią się wybitnie szybko przetłuszczać i na zmianę być suche i napuszone od wysokich temperatur. To na czym mi zależało to nawilżenie i rozjaśnienie naturalnego balejażu, którego "nabawiłam" się na wakacjach.


Pierwsza odżywka, którą kupiłam jest z serii MACADAMIA OIL od Marc Anthony i jest to odżywka silnie regenerująca. To co przyciągnęło moją uwagę to wielki napis Sulfate Free na opakowaniu i odrazu pomyślałam sobie, że jeśli dodatkowo będzie tak ładnie nawilżała i zapobiegała puszeniu jak to zapewnia na opakowaniu producent, będę skłonna inwestować w kosmetyki tej firmy, ponieważ w cenie 29,99zł dostajemy aż 250ml produktu. Producent zachwala odżywkę głównie za obecność olejku z orzechów Macadamia oraz za Ekstrakt z bambusa, którego zadaniem jest wzmocnić strukturę włosa.

Składniki:
Water, Cetrimonium Chloride, Cetyl Alcohol, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Cetyl Esters, Stearyl Alcohol, Amodimethicone, Trideceth 12, Dimethicone, Cyclopentasiloxane, Behentrimonium Chloride, Hydrolyzed Keratin, Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil, Bambusa Vulgaris Leaf/Stem Extract, Propylene Glycol, Parfum (Fragrance), Panthenol, Tocopheryl Acetate, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Keratin, Glycerin, Sodium PCA, Sodium Lactate, Arginine, Aspartic Acid, PCA, Glycine, Alanine, Serine, Valine, Proline, Threonine, Isoleucine, Histidine, Phenylalanine, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Disodium EDTA, FD&C Red 4 (CI 14700), FD&C Yellow 5 (CI 19140).

A więc 5 głównych składników to:
- Woda,
- Cetrimonium Chloride - subst. kondycjonująca, ułatwia rozczesywanie, nadaje blask,
- Cetyl Alcohol - ma za zadanie stworzyć film na powierzchni włosa, zmiękcza i wygładza włosy,
- Macadamia Ternifolia Seed Oil - kondycjonuje, nawilża włosy, tworzy warstwę okluzyjną, emolient tłusty,
- Cetyl Esters - wosk syntetyczny, poprawia właściwości aplikacyjne kosmetyku, zmiękcza włosy.


Trzeba przyznać zatem, że całkiem nieźle! Ja z tej odżywki byłam bardzo zadowolona, fakt, że pomimo wszystkich tych olejków oczekiwałam czegoś bardziej spektularnego, jednak na co dzień w zupełności wystarcza, przynajmniej włosy nie są przeciążone, a jest to coś czego spodziewać by się można po odzywce, którą ma niwelować puszenie. Przyjemny zapach, troszke mało wydajna, ale mam już dość długie włosy, a i tak tubka wystarczyła mi na ok 1,5 / 2 miesiące użytkowania.

Czy kupię ponownie?
Tak.


Tą odżywkę kupiłam sobie z myślą o moich włosach po powrocie Chorwacji. Odżywka dedykowana jest blondynkom, a jak wiecie nasze włosy zawsze w lato rozjaśniają się o kilka odcieni i warto byłoby podkreślić ten efekt i utrwalić go na możliwe jak najdłuższy czas. Pomimo, że odżywka na bazie słonecznika i białej herbaty dedykowana jest osobom o dość jasnych włosach, ja śmiało poleciłabym ją również jasnym i nieco ciemniejszym szatynkom, ponieważ działaniem przypomina mi nieco rozjaśniający szampon z Biovaxu, o którym Wam niedawno pisałam tutaj [klik!], a więc - nabłyszczenie, podkreślenie naturalnego blasku, włosy wyglądają dość zdrowo, a odcień się ociepla. Cena 34 / 39zł za 350ml.

Składniki:
Aqua, Cetearyl Alcohol, Dimethicone, Behenamidopropyl Dimethylamine, Cetyl Esters, Stearyl Alcohol, Caprylyl Methicone, Lactic Acid, Parfum, Propylene Glycol, Isopropyl Palmitate, Diazolidinyl Urea, Stearoxypropyl Dimethylamine, C14-28 Isoalkyl Acid, Glycine, Distearyldimonium Chloride, Malic Acid, Helianthus Annuus Seed Oil, C14-28 Alkyl Acid, Iodopropynyl Butylcarbamate, Camellia Sinensis Leaf Extract, Limonene, Butylphenyl Methylpropional, Linalool, Hexyl Cinnamal.

A więc 5 głównych składników to:
- Woda,
- Cetearyl Alcohol - ma za zadanie stworzyć film na powierzchni włosa, zmiękcza i wygładza włosy,
- Dimethicone - emolient suchy, ułatwia rozczesywanie, daje efekt wygładzenia,
- Behenamidopropyl Dimethylamine - emulgator, ułatwia stworzenie emulsji,
- Cetyl Esters - wosk syntetyczny, poprawia właściwości aplikacyjne kosmetyku, zmiękcza włosy.

Cóż, skład pierwszej odżywki podoba mi się dużo bardziej, musimy brać jednak pod uwagę, że ich działanie ma dwa różne cele. Pierwsza ma odżywić i wygładzić, druga przede wszystkim rozjaśnić. Działanie odżywki oceniam bardzo dobrze, ponieważ faktycznie pięknie rozjaśnia, a przede wszystkim rozświetla i nadaje włosom błysk, jednak co za tym idzie trochę gorzej przy niej z rozczesywaniem i rozczesywaniem. Mam wrażenie, że włosy po niej mają bardziej efekt wystylizowania, niż nawilżenie, a więc mocno błyszczą się i kolory stają się bardziej trójwymiarowe.

Czy kupię ponownie?
Być może...

Oczywiście wolałabym mieć na lato obydwie :-) Jednak gdybym miała wybrać jedną z nich zdecydowałabym się na MACADAMIA OIL od Marca Anthony'ego, ponieważ włosy mam wystarczająco dla mnie jasne, a jednak nawilżenie i ułatwione rozczesywanie jest dla mnie priorytetem. Włosy, które są ładnie nawilżone i tak błyszczą się już same z siebie. Sheer Blonde - być może wypróbuję go znów w zimę, kiedy mogę włosy nieco poszarzeją i ściemnieją :-)


środa, 16 lipca 2014

Moja Chorwacja 2014 + relacja





Witajcie,

wczoraj wróciłam z wakacji w Chorwacji i chciałabym możliwie jak najlepiej przedstawić Wam ten kraj, jednak mam tyle myśli i obrazów w głowie, że chyba będzie to niemożliwe, musicie zobaczyć to wszystko na własne oczy. Wakacje były babskim wypadem i wybrałyśmy z mamą wycieczkę typu objazdówka z Rainbow Tours, czyli było bardzo dużo jeżdżenia i zwiedzania, a mniej leżenia na tyłku :-) W sumie mieszkałyśmy w 3 różnych hotelach, dzięki czemu zwiedziłysmy mnóstwo fajnych miejsc i poznałysmy zarówno Chorwację północną, w której przeważa klimat chłodniejszy i góry, oraz południową gdzie jest cieplej i mamy więcej typowo turystycznych atrakcji. Zdjęć mam OGROM, więc pokażę Wam tylko część, choć i tak będzie tego sporo, jednak post ten ma być i dla mnie podsumowaniem wszystkich wspomnień, do których będę sobie mogła wrócić w zimowy wieczór :-)



Jeziora Plitwickie.


Główny deptak w Splicie.







W drodze do pierwszego hotelu na wyspie Korcula. Hotel Posejdon, miasteczka Vela Luka.


Nagradzana za krystalicznie czystą wodę wyspa Proizd.





Dubrovnik - miasto piękne, bardzo czyste, zadbane i z wspaniałą historią, aczkolwiek dość daleko i drogo, turystów tłuumy. Na ryneczku zjadłyśmy niesamowite risotto z owocami morza :-)




Hotel Madena, Donji Seget, nocny widok na hotelową plaże i wybrzeże. Hotel zdecydowanie pamiętał czasy komuny, jednak wszystko było wyremontowane i czyste. Jedzenie całkiem całkiem.



Spacer po Trogirze, zwiedzanie starego miasta, bardzo urocza wyspa...



Popijam przepyszne wino Prosek - tradycyjne wino o słodkim smaku, niemal jak syrop.






Miasteczko Omis i hotel Brzet zdobyło naszą sympatię w największym stopniu, chociaż jedzenie najlepsze moim zdaniem było w Posejdonie, tam również zapewnione mieliśmy napoje do kolacji, co w chorwackich hotelach jest rzadkością. Omis jest jednak najpiękniej położony oraz ma najładniejsze plaże, główna ulica zapełniona jest knajpkami, straganami z pamiątkami, stoiskami z lokalnymi specjałami oraz świezymi owocwami. W Omisu również znajdziemy plaże przygotowaną do kąpieli bez butów wodnych, na której bez obaw możemy przebywać np z małymi dziećmi. Polaków w nim chyba więcej jak tubylców :) 
Jedzenie w Chorwacji jest dość zbliżone do polskiego, w chorwackich supermarketach (Tommy, Konzum) znaleźć możemy w większości to samo co u nas, wyjątkiem są niskie ceny za świeże ryby i owoce morza w restauracjach. Za 60/70zł możemy zjeść pyszny, świeży obiad i prawie wszędzie gratis dostajemy pokrojoną ciabattę z aromatyczną oliwą.









W ostatni dzień na miejscu odwiedziliśmy wodospany przy rzece Krka, miałam okazję się tam również wykąpać, woda cudna, piękne piesze szlaki turystyczne...


W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się w Słowenii, przeszliśmy szlakiem jaskiń w Postojnej (absolutnie polecam, niesamowite przeżycie, włącznie z podziemną jazdą kolejką!), oraz zwiedziliśmy stolicę kraju - Ljubljane - aż było mi wstyd, że nie wiedziałam, że tak blisko granic Polski mamy tak piękny, zielony kraj o typowo europejskiej stolicy. Nie ma się co dziwić, że tak wielu studentów z naszych uczelni jeździ tam na wymiany, zniżki na jedzenie i zakwaterowanie dla osób studiujących sięgają 80%.

Jeśli przebrnęliście przez wszystkie te zdjęcia i jeszcze się nie znudziliście zapraszam do obejrzenia krótkiego filmiku, który skleciłam po powrocie. Własciwie to wszystkie filmy kręciłam tylko dla własnego użytku i nie planowałam ich publikować, więc mam ogrom filmów, które ciężko pomontować czy są kiepskawej jakości, a są na nich najciekawsze i najzabawniejsze momenty wycieczki, więc może na dniach uda mi się coś z nich sklecić... o ile będzie Was to w ogóle interesować :-) Dajcie znać, jak podoba Wam się "moja" Chorwacja i wycieczka po Dalmacji. Ja jestem zachwycona i pomimo ogromnej intensywności całego wyjazdu czuję się bardzo pozytywnie naładowana i zmotywowana do pracy by móc raz na jakiś czas odwiedzić nowy zakątek świata, uwielbiam podróżować! Niesamowite, ile dzieje się tam gdzieś daleko, kiedy my siedzimy tu na miejscu niczego nie świadomi :-)